Zaloguj

Login to your account

Username *
Password *
Remember Me
 Pani Małgosia walczy o szansę na leczenie od wielu lat. Pani Małgosia walczy o szansę na leczenie od wielu lat.

Ostatnia nadzieja odebrana

O pani Małgosi pisaliśmy już kilka miesięcy temu. Cierpiąca na stwardnienie rozsiane (SM) 59-letnia średzianka od długiego czasu ze wszystkich sił walczy o siebie i innych chorych. Niestety, droga jest wyboista, a zamiast sukcesów, doświadcza tylko porażek.

SM jest chorobą przewlekłą i nieuleczalną. Jednak szybko wykryta i odpowiednio leczona może być zdecydowanie mniej uciążliwa i pozwalać na większy komfort dalszego życia. Pani Małgorzata od 9 lat pozostaje bez terapii, a jej stan zdrowia znacznie się pogarsza. Nie jest to spowodowane brakiem wiary w medycynę czy niechęcią do lekarzy, a brakiem możliwości leczenia w naszym kraju.
Pozostawiona bez pomocy
– Miałam szczęście należeć do programu skierowanego dla osób z SM. Otrzymywałam interferon, dzięki któremu bardzo dobrze funkcjonowałam i mogłam w miarę normalnie żyć – mówi p. Małgosia. – Niestety, program przeznaczony jest dla osób do 50. roku życia. Kiedy przekroczyłam ten wiek, zostałam skreślona z listy – opowiada.
Ministerstwo Zdrowia od ponad dwóch lat obiecuje wprowadzenie programu, dzięki któremu osoby po 50. roku życia także otrzymają refundowane leki. Nieleczone SM postępuje bardzo szybko i prowadzi do niepełnosprawności. Leki można kupić prywatnie, jednak kosztują one nawet 8 tys. zł miesięcznie.
– Bez leków zaczęłam się sypać. Teraz już do miasta nie wychodzę bez kuli – potwierdza pani Małgosia.
Podjęła walkę
Średzianka, mimo bezczynności rządu, nie poddała się. Jeździła po różnych klinikach i centrach zdrowia, pisała do senatora Gawła oraz posła Ostrowskiego w sprawie programu. Ten ostatni podsunął jej pomysł przeszczepu komórek macierzystych. Nie jest to jeszcze w Polsce popularna metoda leczenia, ale z pewnością dotychczasowe wyniki takich terapii dają sporą nadzieję chorym. Pani Małgorzata bez wahania zdecydowała się spróbować. Odbyła wiele męczących badań i wyjazdów, aby zakwalifikować się do przeszczepu. Wszystko wyglądało obiecująco.
Na ostatnią i decydującą wizytę pojechała aż do Katowic, do Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku.
Obdarta z nadziei
– Weszłam do gabinetu, lekarz zadał mi kilka pytań, nawet mnie nie badając, i kazał wyjść. Po chwili wręczono mi kartkę, na której była informacja, że moja choroba jest na poziomie 4,5 i nie nadaję się do przeszczepu – opowiada. Nikt nie wytłumaczył chorej, co oznacza ten wskaźnik ani dlaczego nie może podjąć się terapii.
– Na własną rękę dowiadywałam się, czym jest ta skala i dlaczego zostałam odrzucona. Okazało się, że klinika ma wyznacznik, który mówi, że choroba może być rozwinięta maksymalnie do 6 punktów. Dlaczego więc się nie dostałam? – średzianka pytała wszystkich po kolei. Po kilku tygodniach udało jej się uzyskać odpowiedź z Katowic. – Wszystko dlatego, że w ciągu ostatniego roku nie miałam rzutu choroby. Najzwyczajniej w świecie ukarano mnie za to, że mimo wszystko dbałam o siebie i starałam się jak najdłużej czuć się dobrze.
Nie podda się
Pierwszą reakcją na odebraną ostatnią szansę był płacz i załamanie. Pani Małgosia jednak szybko się podniosła. 59-latka deklaruje, że się nie podda. Mimo złości na rząd i nasz kraj, mimo teorii, że państwo oszczędza na ludziach chorych, skazując ich na wegetację, walczy dalej. Ponownie odwiedziła posła Ostrowskiego, dosłownie zmuszając go, aby interweniował w sprawie programu refundacji leków na SM. Po raz kolejny pozostaje jej czekać i mieć nadzieję, że gdy w końcu uda jej się wywalczyć jakiś sukces, dla niej nie będzie już za późno na pomoc.

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

Warto obejrzeć