Ernest Iwańczuk: "Uwielbiam tę pracę. Czuję, że jestem do tego stworzony" Ernest Iwańczuk: "Uwielbiam tę pracę. Czuję, że jestem do tego stworzony" Fot. Tomasz Małecki

Lider powiatu, czyli być jak Marcin Bednarz

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Starosta Ernest Iwańczuk w specjalnym wywiadzie podsumowuje pierwszy rok kadencji. Mówi o tym czy jest jest trudno, co jest największą porażką i w czym imponuje mu poprzednik – Marcin Bednarz. Odpowiada na pytania o budżet i tłumaczy, dlaczego nie będzie krytykował rządu i koalicjantów z Prawa i Sprawiedliwości.

Spodziewał się Pan, że będzie tak trudno? Z pańskich słów wynika, że trudno jest rządzić Powiatem Średzkim po poprzednikach
Po pierwsze to powiem, że kocham to, co robię. Jest to trochę szalone, ale ja kocham to, co robię. Uwielbiam tę pracę, uwielbiam przychodzić do pracy. Uwielbiam kontakty z ludźmi, uwielbiam rozwiązywać problemy. W ogóle czuję, że jestem do tego stworzony. Więc głupio by było narzekać w sytuacji kiedy się robi to, co się uwielbia. Faktem jest, że ta praca trochę spala. Ale nie jest trudno, bo po prostu lubię to robić. Potrafię to robić i moim zdaniem robię to dobrze.

To skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?
Jedyna trudność jaka jest to tłumaczenie ludziom, że z budżetem jest kiepsko. Najbardziej niesprawiedliwe co mnie spotyka, to takie sformułowanie, że poprzednikom udawało się zrobić wiele rzeczy, „a widocznie wy jesteście mniej zaradni”. Niestety w pewnym momencie dochodzimy do limitu zadłużania się. Wiadomo, że przychody, które może pozyskiwać powiat są ściśle ustawowo określone, więc fajerwerków nigdy nie będzie. Jedyna możliwość to sprzedaż naszych nieruchomości, głównie gruntów. Ale tutaj też trzeba mieć świadomość, że wydatki bieżące takie, jak głównie pomoc organizacjom pozarządowym, nie mogą być finansowane z kredytów, ani ze sprzedaży mienia. A to znaczy, że nawet gdybyśmy teraz wyprzedali naraz cały majątek i zyskali gigantyczną kwotę, to te wydatki i tak są limitowane i nie można ich zwiększyć. Tu jest największa bolączka, bo jesteśmy teraz na etapie układania budżetu na przyszły rok. Już z bardzo okrojonych danych z poszczególnych wydziałów wynika, że musimy ściąć około 5 mln zł z wydatków bieżących. Co wydaje się wręcz niemożliwe. Nie wyobrażam sobie cięć płacowych, tym bardziej, że wszyscy planują drobne podwyżki. Takie rzeczy jak promocja, wydatki bieżące, utrzymanie urzędu są ograniczane do minimum.

A inwestycje?
Tutaj jest o tyle lepiej, że możemy je planować i uzależnić ich realizację od wyników sprzedaży mienia. Tutaj, wbrew stanowisku poprzedniego starosty, robimy naprawdę dużo. Niedawno spotkałem się z urbanistką, która tworzy, na zlecenie miasta, miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który obejmuje m.in.: nasze tereny. Z tym planem łatwiej będzie pozyskiwać inwestorów. Jest szansa, że sprzedaż ruszy. Choć trzeba być ostrożnym. Bo nawet jak się trafi inwestor, który kupi wszystko za np. 40 mln zł, to musimy ostrożnie tą kwotą gospodarować.

A są inwestorzy? Pukają do drzwi?
Tak. I cały czas przeszkodą jest brak planu. Większość działań Powiatu to zadania zlecone przez rząd. Nie zawsze za tym idą pieniądze, np. za mała subwencja oświatowa.

Jak to będzie wyglądać w Powiecie Średzkim?
Tu jest problem. Subwencja oświatowa wzrośnie nam o około 3 mln zł, natomiast system wygenerował nam kwotę wyższą o 9 mln zł. Więc brakuje jakieś 6 mln zł. Po ścięciu inwestycji w szkołach i tak 4 mln zł trzeba będzie dopłacić do oświaty. Przypomnę, że w tym roku dołożymy tylko 500 tys. zł do budżetu oświatowego. Chociaż będziemy starali się szukać oszczędności.

Nie ma pan czasem ochoty powiedzieć koleżankom i kolegom z za-rządu powiatu, członkom Prawa i Sprawiedliwości: to wasz rząd daje za niską subwencję i brakuje nam, przez ten rząd, paru milionów do spięcia budżetu?
Obojętnie kto rządzi w kraju, ja jestem prorządowcem. Przez całe życie pracowałem w administracji państwowej. Powiem szczerze, że przy tym poziomie finansowania oświaty i służby zdrowia – bo te dwa elementy najbardziej obciążają budżet powiatu – da się to wszystko spiąć. Tyle tylko że usługa będzie mocno ograniczona. Oczywiście można powiedzieć, że gdyby rząd dał, to nie musielibyśmy tu na dole tyle dokładać. Ale trzeba pamiętać, że nie żyjemy w kraju, w którym się przelewa. Trzeba rozsądnie do tego podchodzić. Jeśli będzie naprawdę źle, to zastanowię się czy nie narzekać na rząd. Ale póki co, dajemy sobie radę. Nie wypada narzekać na rząd. Tak jak nie wypada narzekać na poprzedników. Proszę zauważyć, że ja nie narzekam na poprzedników. Sygnalizuję jedynie, że Powiat jest w kiepskiej sytuacji finansowej. Nie obarczam winą nikogo, bo przecież Powiat istnieje 20 lat. A było kilku starostów i każdy z nich realizował jakieś zadania. Trzeba pracować dalej.

A co ze szpitalem? Niemal wszystkie samorządy dokładają do szpitali.
Moim zdaniem brakuje rozwiązań systemowych, które mogłyby radykalnie poprawić sytuację. Teraz się lekarze zdenerwują. Ale powiem tak: najwięcej pieniędzy w służbie zdrowia pochłaniają wynagrodzenia dla lekarzy. Tych brakuje na rynku, dlatego szpitale licytują się o lekarzy. Coraz częściej słyszymy o zamykaniu poszczególnych oddziałów w szpitalach, bo lekarzy brakuje albo chcą takich pensji, że szpitala na to nie stać. My też walczymy o przetrwanie i walczymy o nich. Środowisko pracy w Środzie jest dla nich przyjazne: mamy nowe skrzydło, wyremontowaną starą część szpitala. To zasługa poprzednich starostów Pawlickiego i Bednarza. Baza jest. Z jednej strony nie dziwię się lekarzom, że pracują tam, gdzie płacą więcej. Z drugiej strony musimy mieć świadomość, że szpitale wypłacają lekarzom od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy na miesiąc. Gdyby każdy z „naszych” lekarzy, a jest ich około 200, zrezygnował z tysiąca złotych wynagrodzenia to daje 200 tys. zł miesięcznie. Rocznie oszczędzamy 2,4 mln zł. Wtedy nasz szpital jest na plusie i jest w stanie samodzielnie spłacać zadłużenie.

Ale tak nie jest. Prezes Paweł Dopierała na jednej z sesji tłumaczył, że będzie zaciągnięty kredyt na spłatę zobowiązań, który zostanie spłacony w przyszłym roku z pieniędzy ze sprzedaży gruntów
Tu mówił o doraźnym rozwiązaniu. To są dwie sprawy. Po pierwsze mamy dwa duże kredyty. Jeden to kredyt, który ma spółka PCI na budowę skrzydła. Obecnie zamieniony na obligacje. To około 14 mln zł, de facto spłaca to szpital poprzez zapłatę czynszu na rzecz właściciela tego skrzydła. To ciąży na szpitalu. Drugi to jest własny kredyt szpitala, poręczony przez Gminę. To jest ponad 20 mln zł. Ten kredyt spłaca Powiat. Dodajmy, że spłacanie obligacji przez czynsz też wspiera powiat. Te dwie rzeczy są już zastane. Rocznie obciążają budżet na 2-3 mln zł. Teraz jesteśmy w sytuacji chwilowego kryzysu. Szpital stanął do przetargu na sprzedaż działek przez Powiat. Wpłacił wadium, natomiast transakcji nie zrealizowano, bo poprzedni zarząd szpitala wydał pieniądze na inne cele. Obecny zarząd szpitala ma do wyboru: albo stracić blisko pół mln wadium, albo spróbować znaleźć źródło finansowania i zapłacić za te działki. Podobno już jest klient, który mógłby natychmiast je odkupić. Tutaj jest potrzebne wsparcie Powiatu. Szpital zaciągnie chwilowy szybki kredyt, który Powiat gwarantuje. Zatem reasumując: około trzech mln zł spłaty kredytów i obsługa bieżąca, która generuje około 1,5-2 mln zł straty. Więc 4 do 5 mln zł rocznie musimy dokładać. Musimy mieć tę świadomość.

Co jest pana największym sukcesem, a co po porażką po tym roku starostowania?
Tak myślałem, że będzie takie pytanie. Ja nie przyszedłem tutaj po sukcesy i porażki. Trzeba się wsłuchać w ludzi i pracować. Mamy taka manierę, że oceniamy burmistrza czy starostę po inwestycjach. Prawda jest taka, że z całego czasu mojej pracy może piąta część to myślenie o inwestycjach. Reszta to bieżąca praca. Jesteśmy odpowiedzialni za wiele sfer życia społecznego. To codzienna praca urzędu, dziesiątki decyzji administracyjnych dzienne, które zapewniają ład przestrzenny, bezpieczeństwo itp. Dużym sukcesem jest to, że kiedy przyszedł nowy zarząd, który wcześniej nie miał z tym do czynienia, to wszystko toczy się płynnie dalej. To jest sukces. Pokazaliśmy, że przejęcie władzy odbyło się w bezpieczny sposób.
Porażka? [Dłuższa chwila zastanowienia – przyp. red.]. Jeśli chodzi o koalicję to jest trochę tarć. Chyba na początku uległem w niektórych kwestiach i dałem sobie wejść na głowę. Wyjdę na bufona, ale kiedyś na zarządzie wykrzyczałem, że za dużo gadamy, a za mało jest mojego liderowania. Za mało było zaufania do mnie. Moją porażką jest to, że nie udało mi się zbudować trochę takiej pozycji, jaką zbudował sobie Marcin Bednarz w poprzednim zarządzie. On w tę rolę szefa zarządu lepiej się wcielił. Trochę mu tego zazdroszczę.

Tomasz

Dziennikarz z prawie 20-letnim doświadczeniem. Pracował w „Gazecie Poznańskiej”, „Obserwatorze Wrzesińskim”. Przez prawie 10 lat był zastępcą redaktora naczelnego „Wiadomości Wrzesińskich”, był też dziennikarzem „Gazety Radio Września” oraz Radia Września.

Były radny, dlatego szczególnie interesuje go polityka oraz samorząd.

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

WARTO OBEJRZEĆ

GPŚ news – bądź najlepiej poinformowany!

Włącz swój javascript, aby przesłać ten formularz

NOWE ZDJĘCIA

Przerwy w dostawie energii elektrycznej
Mogło dojść do tragedii
Spędź sobotę z wąskotorówką
Cezary Litka ze srebrem
Walczył o życie dziecka. Bohater ze średzkiej Policji.